SWM SuperDual 650 X – test użytkownika

Pierwszy włoski SWM zbudowany na bazie Husqvarny 630 TE jeździ już po polskich drogach. Gdy w 2015 roku SWM powstał z martwych na targach EICMA w Mediolanie, w katalogu Motocykle ujrzałem zbudowany na markowych podzespołach SWM SuperDual 650 T z dopiskiem – brak importera w Polsce. Dziś można już oficjalnie kupić udoskonaloną wersję tamtego motocykla. Wrażeniami z jazdy pierwszym egzemplarzem w Polsce dzieli się z wami Kasia Gądzik Motorynka.

Dlaczego SWM SuperDual 650 X ?

Maxi enduro w wersji mini? Czy to właśnie udało się osiągnąć firmie SWM? Po kilkunastu latach “odpoczynku” marka ta w 2015 r. wróciła na rynek. Zajął się tym m.in. były inżynier Husqvarny Ampelio Macchi. Z włoskiej taśmy zjeżdżają motocykle, które mają dostarczyć wiele funu w terenie, ale najpierw zawieźć nas daleko od domu. Nowy SuperDual 650 X to motocykl w wersji enduro, którym dojedziesz wszędzie tam, gdzie szukasz przygody.

Moja historia z marką SMW zaczęła się dlatego, że moim KTM EXC400 z oczywistych powodów nie mogłam pojechać w dalszą podróż w poszukiwaniu “nowego terenu”. Szukałam więc dużego enduraka, jednak na tyle małego, żebym dawała radę nim jeździć w terenie. Koledzy doradzali: Yamaha XT660, Suzuki DR650, Aprilia Pegaso trial 650 czy GS 600 i jemu podobne. Niestety jakoś nie odpowiadały mi te propozycje, bo musiałabym je poddać przeróbkom, żeby dopasować do swoich potrzeb, albo były zbyt drogie. Strasznie spodobała mi się Huska 701, ale jej cena była zbyt wysoka. Kolega pokazał mi wzorowaną na modelu Husqvarny 630TE SWM-kę i zaczęłam takiej szukać.

Niestety w Polsce był problem z jej dostępnością i jedyną sztukę ktoś mi sprzątnął sprzed nosa. W lutym udało mi się namierzyć dealera SWM w Tarnowie – DOBEK Racing, który obiecał mi, że niedługo będzie miał w sprzedaży nawet lepszy nowy model, bo SuperDual 650 X. Czekałam, więc z utęsknieniem i doczekałam się. Wreszcie mogę się pobawić tą zabawką i jestem naprawdę szczęśliwa. Niestety nie ma rzeczy idealnych. Maszyna ta ma pewne mankamenty, ale są tak nieznaczne, że niektóre wyeliminowałam od ręki, a pozostałe i tak nie są w stanie popsuć mi radości z użytkowania mojej “Małej “Mi”. Jest bardzo zwrotna, więc manewrowanie w terenie czy zawracanie na niej nie sprawia mi problemów.

Drogi i bezdroża!

SWM SuperDual 650X to jednocylindrowy czterozaworowy silnik o pojemności 600cc o mocy 42 kW (57 KM) reagujący natychmiast na Twoje zawołanie. Nie zastanawia się czy jesteś pewien, że chcesz przyspieszyć, zbiera się jak ogierek na łące. Po prostu natychmiast zaspokaja Twoją potrzebę.

Dzięki swojej wadze 169 kg, kołom 21′ z przodu i 18′ z tyłu oraz sylwetce, nie mam z nim większych problemów w terenie. Niestety oryginalne opony producenta Metzeler Enduro 3 Sahara poszły od razu w kąt, gdyż nie dawały rady przy mojej jeździe w cięższym terenie. Na lepszych kapciach zrobiłam taki podjazd w lesie na konarach, kamieniach, kończący się pionem, że wjechałam płacząc z przerażenia i krzycząc “błagam tylko wejdź!”. Ale ten motocykl naprawdę wiele potrafi i wtedy mi to pokazał.

Przednie zawieszenie Fast Ace – 45 mm UPSIDE DOWN, skok 210 mm z regulacją kompresji i odbicia wspaniale wybiera w terenie nierówności, pozwalając mi na szybką jazdę, a tylne Sachs – w pełni regulowane tłumienie odbicia oraz wstępne napięcie sprężyny sprawia, że nie obawiam utraty panowania nad maszyną.

Piachy zamiata jak teściowa korytarz. 19-to litrowy zbiornik paliwa pozwala na przejechanie dalekich dystansów – wg producenta nawet ok 450 km. Mimo mojego niewielkiego wzrostu, nie mam z SWM większych problemów, bo chociaż czasem nie sięgam nogą gruntu, to nie brakuje mi sił, żeby go potem samej podnieść.

Ostre zjazdy i podjazdy to nie problem, powstrzymują  mnie już tylko blokady psychiczne (a nie sprzętowe ograniczenia), ale te właśnie ciężko przezwyciężyć – z tym motocyklem, myślę że sobie z nimi poradzę. Jazda w zakrętach to sama radość, zawsze zazdrościłam kolegom jak bokiem wychodzili z zakrętu, a na SMW już udało mi się zaliczyć zakręty slidem i to coraz bardziej kontrolowane. Wysoka szybka z przodu chroni mnie przed mocnymi podmuchami wiatru na szybkich dojazdówkach, a w terenie od gałęzi.

Podczas pierwszej przejażdżki poprosiłam kolegów, żebyśmy jechali powoli, bo się boję i nie wiem jak sobie poradzę, ale po całym dniu jazdy chłopaki stwierdzili, że przecież miałam jeździć spokojnie, a nie zasuwać jak na moim KTM. Tak więc chyba nieźle dawałam sobie radę na mojej “Małej Mi”.

Jeśli chodzi o mojego męża i naszych kolegów, którzy jeżdżą wymienionymi wcześniej motocyklami, są oni pod wielkim wrażeniem po przejażdżce SWM-ką. “Jeździ się nim jak rowerkiem” – mówili. Pozytywnie zaskoczył ich silnik i jego przyjemna praca oraz szybka reakcja na odkręcanie manetki, jak również zawieszenie wybierające nierówności. Niestety narzekali na pozycję. Zgodnie twierdzili, że kierownica jest zbyt nisko i blisko kierowcy – ale to kwestia przekręcenia uchwytu i ułożenia jej pod innym kątem.

Siedzenie jest zbyt szerokie i podzielone (kierowca/pasażer), bo w terenie woleliby mieć możliwość przesuwania się swobodnie w tył i przód (chociaż ja większość jeżdżę na stojąco) – oryginalne siedzenie ma powierzchnię antypoślizgową i jest mocno wyprofilowane (dzięki czemu ja się nie ślizgam i jestem bliżej kierownicy). Ale jest inne siedzenie, które jest wyższe, twardsze i śliskie, nie wiem tylko jak z jego dostępnością i ewentualną zmianą.

Mankamentem jest dla mnie osłonka tłumika, którą musiałam odkręcić, bo zablokował mi się o nią kilka razy but, a poza tym nie można było złapać i ściskać motocykla całą nogą. Zbyt nisko ustawiona jest też dźwignia zmiany biegów. Aby przestawić jej położenie, trzeba mocno poluzować łańcuch, bo za nim jest schowana. W lewą łydkę odczuwalne czasem jest lekko wgniatające się pokrętło regulacji tylnego zawieszenia. Natomiast dość ostre wykończenie baku nieznacznie daje o sobie znać podczas jazdy na stojąco, gdy mocniej ścisnę motocykl kolanami jadąc tak jak mnie uczył znajomy – Paweł Stasiaczek – „Kaśka – jajami na baku!”.

Największą dla mnie wadą tego motocykla jest fakt, że ABS wyłączany jest tylko z tyłu. Przednie hamulce w terenie są tylko “spowalniaczami” i nie reagują idealnie tak, jakbym chciała, ale i z tym sobie radzę.

Cały silnik jest dobrze chroniony przez plątaninę gmoli i płytę pod silnikiem. Po uderzeniu w wielki kamień zostało lekkie wgniecenie na gmolu i rysa na płycie i niestety urwała się końcówka od centralki, na której trzymała się sprężynka podtrzymująca centralną stopkę. Jeśli zaś chodzi o wygląd motocykla, to już wyłącznie kwestia gustu, ale dla mnie jest po prostu piękny.

Tak więc wreszcie mam motocykl, na który mogę się spakować w kufry i jechać nawet w daleką trasę, nie bojąc się czy dam sobie radę z maszyną, pozostanie mi tylko czerpać przyjemność z wypraw.

Moja „Mała MI” sprawdza się dla mnie w 100% i jako motocykl adventure nawet w niełatwym terenie i jako bardzo przyjemny i wygodny turystyk. Po całym dniu jazdy nie czuję „niewygodnego zmęczenia” – nie mam odgniecionego tyłeczka, ani zmęczonych pleców, obolałych rąk ani świadomości, że „cudem mi się udało” – po prostu dzięki niej się bawię. Z każdym moim wyjazdem odkrywam w niej coś nowego i uczę się przełamywać kolejne bariery moich możliwości, bo to ona mnie uczy ile mogę sobie pozwolić w terenie.

Kasia Gądzik Motorynka, zdjęcia: Wojciech Marczak i Kasia Gądzik Motorynka.


Kilka słów ode mnie

Kasia jest dziewczyną mocno zakręconą na punkcie jazdy offroadowej, nic więc dziwnego, że po przesiadce z lekkiego rasowego enduro KTM na SWM patrzy na swój nowy motocykl przez gogle do jazdy enduro.

Ja na motocyklu tym jeszcze nie jeździłem, jednak pozwolę sobie na kilka słów komentarza z nieco innej perspektywy na podstawie tego co przeczytałem i zobaczyłem na zdjęciach. Kasia ma ode mnie zdecydowanie większe kompetencje jako kierowca offroadowy. Ja jestem przede wszystkim leniwym turystą motocyklowym i jeśli wybieram się gdzieś dalej niż do pracy, to zazwyczaj na liczniku przybywa około 5 tys km. W miejscach, do których się udaję, chciałbym zobaczyć wszystko co najciekawsze, głównie rzeczy stworzone przez przyrodę, a do takich miejsc nie zawsze prowadzą utwardzone drogi. Ale dojechać chciałbym tam w maksymalnym komforcie. I tu widzę ogromną szansę dla maszyny takiej jak SuperDual 650 X Kaśki.

Podczas ekstremalnej jazdy zauważa ona takie minusy motocykla jak kanciasty zbiornik paliwa, wyprofilowane antypoślizgowe siedzenie, ABS wyłączany tylko w tylnym kole, zbyt nisko umieszczoną kierownicę do jazdy na stojąco. W offie to wszystko mogą być wady.  Z mojej perspektywy, czyli kierowcy, który ma na motocyklu przejechać jednego dnia być może 500 a może 1000 km autostradą, są to z kolei zalety. Gdy widzę zdjęcia SWM cieszy mnie wyprofilowany zbiornik, bo podczas zimnego wiatru czy deszczu osłoni moje kolana w trasie nie gorzej niż potężny kocioł nowej Afryki Twin, czy osłony chłodnicy w BMW F800 GS ADV.

Wyprofilowane, dwustopniowe siedzenie jest niezbędne, gdybym jednak gdzieś chciał się wybrać z pasażerem, wówczas siedzi on wyżej i nie spada na mnie przy każdym hamowaniu. Na takim też łatwiej stabilnie zamocować dodatkowy bagaż. ABS w terenie dobrze odłączyć, jeśli nie ma on trybu do jazdy offroadowej, jednak ja osobiście ABS-u na przednie koło nigdy bym nie wyłączał, gdyż w żadnej sytuacji nie życzyłbym sobie uślizgu przedniego koła kilka tys. km od domu. No ale z ABS stoppie już nie poćwiczę, coś za coś. A kierownica im wyżej, tym w terenie lepiej, ale podczas wielogodzinnej jazdy na dojazdówkach do celu, z uniesionych wysoko dłoni odpływa krew i szybciej drętwieją. Różne punkty widzenia i każdy ma rację. Potężna szyba, lusterka wielkości naleśników niczym w Suzuki V-Strom, zasięg 450 km w terenie… z tego co widzę na zdjęciach, jest to wymarzony długodystansowy turysta wagi lekkiej, którym nie tylko da się zjechać z autostrady w szutry, ale i pojechać prosto do celu zupełnie na azymut. Myślę, że zwolennicy KTM 690 Enduro R czy Husqvarny 701 Enduro mają teraz alternatywę, tym bardziej, że SWM już w wyposażeniu seryjnym oferuje turystyczną kanapę, szybę, zbiornik paliwa, stopkę centralną, bagażnik, halogeny i wszystko to, co jest niezbędne do uprawiania nie tylko offroadu, ale też komfortowej turystyki.

A delikatnie większa masa? Gdy wyprzedzasz w trasie setki tirów, wiesz dobrze, że im motocykl cięższy, tym lepiej i bezpieczniej. SWM zdaje się ma ambicję, by bez zbędnych kompromisów pogodzić ogień z wodą a przy okazji nie przesadza z elektroniką – nie każdemu w szutrach potrzebny jest laptop enduro na dwóch kołach. Boże Motocyklistów, spraw by SWM okazał się tym, czym się wydaje, że jest i na stałe zstąpił na nasze drogi i bezdroża. Amen.

Tomek Dąbrowski
zdjęcia: Wojciech Marczak

10 myśli nt. „SWM SuperDual 650 X – test użytkownika

  1. Super. Jest bardzo, bardzo obiecujący! Brakuje informacji gdzie i za ile można go kupić. Ciekawe czy nie będzie problemu w razie potrzeby dokupienia akcesoriów albo części zmiennych.

  2. Fajny sprzęt.
    Singiel mnie jednak martwi w kontekście dłuższych przelotów po twardym (elastyczność, drgania). Przydałoby się jeszcze spojrzenie kogoś jak autor bloga tj bardziej turysty niż off’owego zapaleńca.
    Zgadzam się, że takiego motocykla brakowało na rynku. Tej niszy nie chciał zagospodarować żaden z potentatów (Africa, GS, tigery). Wybierali szerszą grupę docelową, która jednak bardzo ceni komfort i możliwości na ‚czarnym’.
    Gratuluję wyboru 2oo i dziekuję za podzielenie się wrażeniami.

    • Dziękuję, cieszę się, że mój test się podoba 🙂
      Co do turystyki, to na razie niedalekie traski robię, ale coraz więcej po asfalcie dojeżdżam i muszę przyznać, że jest naprawdę bardzo komfortowo, owszem są drgania, i czuję je od baku na nogach, siedzenie jest twarde i dość szerokie, więc drgania są niwelowane, i nie odczuwam dyskomfortu podczas jazdy ani potem konsekwencji dłuższego siedzenia na wibratorze 🙂
      Jak tylko przejadę kilkaset km na raz to napiszę moje wrażenia 🙂

      • Jeśli chcesz mieć tylko jeden motocykl to zawsze musisz pujść na kompromis. Wybaczysz niedostatki bardziej na czarnym albo bardziej w terenie. Jeden gar spokojnie może się sprawdzić. Ja jeżdżę na jednym garze Aprilią Pegaso 650 i.e i na bardzo długich trasach bez problemu można śmigać. Drgania są do przyjęcia i dało się i 1000km zrobić bez krzywdy dla maszyny i dla mnie. W towarzystwie innych turystyków zbytnio nie dostaję. Bardziej istotna jest pozycja podczas jazdy. Na ocenę zachowania SWM-ki Kasi na asfalcie i do calów turystycznych mają też opony. Kasia ma chyba typową kostkę. Na 50/50 pewnie byłoby lepiej.

        • Tak, ja mam kostkę, aż huczy 🙂
          co do drgań, to szczerze – musiałam „zwrócić uwagę”, żeby sprawdzić kiedy są kiedy nie i jakie, i… no cóż, czasem są, – szczególnie od baku na nogach, bo dupeczka prawie nie odczuwa, może przy wyższych obrotach, ale jakoś mi to nie przeszkadza, natomiast dłonie nie odczuwają nic.

  3. Morze cie to zaciekawi ze SWM po uruchomieniu i poinformowali, że ABS może być wyłączony z przodu. ” Ponieważ przód z ABS jest problemem, gdy na jednym szlaku poinformowano nas, że można wyłączyć przód i tył układu ABS, umieszczając rower na stojaku środkowym i włączając bieg i pozwalając sprzęgłu na obrót tylko tylnego koła i to mówi komputerowi, że przedni czujnik nie działa i wyłącza cały układ ABS. Po wyłączeniu roweru i ponownym uruchomieniu go domyślnie włącza się ABS. Tak więc łatwa naprawa dla jeźdźców, którzy chcą wykonać trudniejszy pojedynczy utwór, który nie chce żadnych zakłóceń ABS.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *